środa, 4 stycznia 2012

Zielona mama?

Kupiłam sobie do poczekalni gazetę (choć to może zbyt dumna nazwa) Show czy Party. I przeczytałam wywiad z Reni Jusis. O ile drażniła mnie ta pani i uważałam, że ma jakieś swoje zachcianki, to po tym artykule zmieniłam zdanie. I choć nie mam zamiaru prać w orzechach indyjskich i – przepraszam – jestem za Pampersami, to smarowanie się olejem orzechowym czy migdałowym nie jest już takie głupie. Podobno jeśli coś da się zjeść, to nie może być szkodliwe dla skóry i naszego organizmu. Pamiętamy o kąpielach Kleopatry czy maseczkach z owoców, które stosowały nasze mamy. A że zużywam teraz wszelkie balsamy i kremy do ciała w ilościach hurtowych, więc i tego spróbuję;-)
Druga sprawa, która mi się podoba, to noszenie dziecka w specjalnej chuście, jak w murzyńskich plemionach. Oczywiście wiele osób jest temu przeciwnych, ale każdy ma swoje zdanie i ma do tego prawo.
A trzecia rzecz, która rozbudziła we mnie ciekawość, co do książki Reni, to sprzeciwienie się chęci kupowania coraz to nowych i nowszych rzeczy. Ja chciałabym kupić dziecku wszystko i to najlepiej od razu;-) Ale wiem, że to niezbyt mądre. Może przyda mi się takie bardziej zrównoważone podejście? Pamiętacie nasze zabawy: w kapsle, w gumę, fikołki na trzepaku? Może rzeczywiście moje dziecko nie potrzebuje zabawki za 100 zł tylko bardziej mojej uwagi i właśnie takiego wspólnego kopania piłki?
Wspólne robienie czegoś jest chyba najfajniejsze.

I tu pozdrawiam A. i jej anioły;-) Było super!

1 komentarze: